header imageheader imageheader image

Bogu niech będą dź(w)ięki…

EnSa

recenzja mangi „Muzyka Marie”

Wydanie na polskim rynku mangi, którą zamierzam wam dziś przedstawić, należy, moim skromnym zdaniem, do ciekawszych wydarzeń ostatnich miesięcy i to z wielu powodów. Ta krótka, bo tylko dwutomowa opowieść w obrazkach1, stanowi nie tylko przykład niebanalnej, wciągającej historii, ale pod płaszczykiem opowieści o bajecznym świecie z wątkiem romantycznym w tle, przemyca jakże ważkie pytania, na które brak jednoznacznych odpowiedzi…

I Bóg powiedział do Marie: „Uczyń ludzi szczęśliwymi”Muzyka Marie #1Muzyka Marie #1 strona 1

Zacznijmy od początku. Akcja komiksu rozgrywa się w wykreowanym przez autora cudownym świecie, którego centralnym punktem jest kraina Pirito wraz z jej głównym miastem-Atelier: Giru. Jako że głównym zajęciem mieszkańców Giru jest tworzenie i badanie rozmaitych maszyn i urządzeń, jego społeczność podzielona jest na rzemieślników i odkrywców, do których dodać należy jeszcze kapłanów, stojących na czele świątyni i doradzających mieszkańcom. Świat ten wydaje się nieco „zapóźniony” technologicznie i cywilizacyjnie w stosunku do świata nam znanego (o samolotach to im się nawet nie śniło), mimo to jego mieszkańcy wydają się radośni i szczęśliwi (co za niespodzianka…)

Kraina Pirito wraz z innymi wyspami tworzy cudowny świat powszechnej szczęśliwości. Trzeba tu dodać, że tysiące lat wcześniej istniał inny świat; świat, w którym ludzie zabijali się walcząc o pieniądze i pozycję. Upadek ówczesnego rodzaju ludzkiego był tak daleko posunięty i głęboki, że Bóg, nie mogąc tego znieść, zniszczył ów zgniły świat i na jego gruzach stworzył nowy, bajkowy, na którego straży postawił tytułową Marie. To właśnie jej muzyka, którą słyszy jeden z bohaterów komiksu — Kai, oczyszcza ludzkie serca i zapewnia temu światu pokój.

Pierwszy tom mangi można potraktować jako wstęp, swoisty przewodnik po świecie Pirito i jego okolicach. W początkowych rozdziałach pierwszego tomu poznajemy więc bliżej Giru, zwiedzamy sanktuarium, odwiedzamy rynek, poznajemy mieszkańców miasta. Dowiadujemy się także jakie zwyczaje przedślubne rządzą ziemią Pirito oraz odwiedzamy podziemną bibliotekę. Razem z bohaterami poznajemy kolejne zakątki Giru, a z opowieści bohaterów — także inne wyspy. Stopniowo zyskujemy coraz szerszą wiedzę o zasadach rządzących tym fantastycznym światem i odkrywamy rolę, jaką odgrywają w nim maszyny. Drugi tom przybliża nam natomiast inne okolice tegoż świata zabierając naszych bohaterów na krótką „pielgrzymkę”. Jako że cała historia zamyka się w dwóch tomach, część druga koncentruje się na dalszych losach bohaterów doprowadzając czytelnika do jakże zaskakującego zakończenia…

Twoja lewa ręka otwierać będzie wrota, a prawa ręka poruszać będzie czas.

Głównymi bohaterami mangi są Kai, niezwykły chłopiec, który słyszy muzykę Marie, i jego przyjaciółka Pipi, córka pana Gajiji, twórcy najlepszych w całym atelier Karakuri — mechanicznych zabawek. Z tej dwójki bardziej tajemniczym i tym samym intrygującym pozostaje Kai, chłopiec, który nie tylko słyszy, ale niekiedy i widzi tytułową Marie.

Kai jako mały chłopiec ciężko pracował w kopalni, która odebrała mu ojca i zabrała przyjaciół. Mając 8 lat Kai rozpoczął więc pracę w atelier pana Gajiji i zaprzyjaźnił się z jego córką Pipi. Niedługo po tym przeżył on także dziwną przygodę, w trakcie której zniknął na pewien czas z Giru i poznał postać Marie, co odbiło się na całym jego dalszym życiu…

Muzyka Marie #2muzyka_marie_1-s3

Kaia poznajemy bliżej już jako osiemnastolatka, a o całej jego przeszłości dowiadujemy się z opowieści bohatera i jego przyjaciółki Pipi. Kolejne karty mangi ukazują jak chłopiec, zafascynowany Marie, pragnie zbliżyć się do tej cudownej, mistycznej postaci, i tym samym zdaje się nieco lekceważyć świat realny. Poznając jednak zasady i cel działania Marie, Kai zaczyna zastanawiać się nad sensem jej istnienia, próbując jednocześnie zgłębić istotę bytu ludzkiego. Chłopiec, choć przez wszystkich lubiany (być może jest to zasługą jego nadzwyczajnych zdolności pozwalających mu z łatwością odnajdywać jakże cenną dla mieszkańców Giru ropę? :P), zdaje się momentami być nieco chłodny i zdystansowany, tak jakby inni ludzie nie byli mu potrzebni do szczęścia. Jednocześnie jednak emocjonalna strona jego natury daje o sobie znać, gdy chodzi o jego przyjaciół — dla Pipi, młodego wynalazcy Totto czy małego osiłka Maru, Kai zawsze znajdzie bowiem cieplejsze słowo…

Drugą, równie fascynującą postacią jest wspominana już Pipi, bliska przyjaciółka Kaia, która zaprzyjaźniła się z nim, gdy tylko trafił on do Atelier. Pipi jest romantyczną, nieco szaloną dziewczyną, której marzeniem jest wznieść się do góry i poszybować jak ptak… z pomocą maszyny stworzonej przez jej ojca, wynalazcę. Pipi, owładnięta myślą o wzbiciu się w przestworza, nie zważając na niebezpieczeństwo, usiłuje za wszelką cenę spełnić swe marzenie. Jest to nie tylko pewną kontynuacją zabawy z dzieciństwa, ale stanowi również swoiste wyzwanie rzucone przez Pipi tajemniczej Marie…

Z woli Pana zrodził się czas, a matką jego była Marie, a ojcem jego był Las

Pewnie każdego z was intryguje trzecia bohaterka komiksu – tytułowa Marie. Kim jest Marie? Jak już wspominałam wcześniej, Marie powstała jako swoista strażniczka ludzkiego świata. W dawnym, zgniłym świecie ludzie, marzący o doskonałości, tworzyli fantastyczne cywilizacje próbując zbliżyć się do Boga i zrozumieć go. W swym zaślepieniu, żadni władzy i zaszczytów, niezauważenie przekroczyli pewną granicę, granicę między Ziemią a Niebem, której przekraczać nie powinni. Bóg ukarał ich więc za to niszcząc tamtą pyszną ludzkość…

Po „oczyszczeniu” Ziemi i przywróceniu ładu Bóg ustanowił Marie na jej straży. Ma ona zapewniać harmonijną egzystencję ludzką, eliminując z życia ludzkiego strach i cierpienie, jednocześnie jednak ogranicza ona rozwój gatunku ludzkiego. Marie zapewnia więc ludziom radość, odbierając im w zamian marzenia. Dodajmy, że swoje zadania spełnia „wydając” z siebie piękną, według Kaia także nieco smutną, muzykę. Co jednak się stanie, gdy któregoś dnia muzyka Marie przestanie płynąć?

Muszę powiedzieć, że taka forma „egzystencjalnych” rozważań zaproponowana przez autora „Muzyki Marie” bardzo mi odpowiada. Filozoficzne przemyślenia, próba odpowiedzi na pytania o to, dokąd zmierza człowiek i jak daleko może zajść w swych poszukiwaniach, zdają się bowiem być umiejętnie wplecione w całą historię, a jednocześnie stanowią oś, wokół której kręcą się losy jej bohaterów. Wątpliwości i wahania bohaterów nie są „nachalne”, ich emocje wydają się autentyczne i dość dobrze „uzasadnione”. Pytania, na które próbuje odpowiedzieć Kai, to pytania, które choć raz zadał sobie każdy z nas — czy istnieje Bóg? Jaki sens ma życie ludzkie? Dokąd zmierzamy i czy kiedyś tam dotrzemy? Jaki świat według was jest lepszy, a jaki ciekawszy? Cudny świat, w którym brak „głodu, wojen, zła”2, ale przewidywalny i ograniczony, czy świat pełen nadziei i cierpienia, radości i smutków? Przyznam, że wizja alternatywnego dla Pirito świata, również przedstawiona przez autora w dalszej części mangi, niestety coś mi przypomina…

W sercach ludzi powinna być miłość do Marie

Twórca tej mangi to osoba wszechstronna, o licznych zainteresowaniach; Usamaru Furuyę, o nim bowiem mowa, interesuje nie tylko komiks, ale także malarstwo i rzeźba, próbował on swoich sił również jako reżyser. W twórczości tego autora i rysownika surrealistyczne wizje przeplatają się z lekkimi, komediowymi scenami, a w samych komiksach korzysta on umiejętnie z rozmaitych narzędzi i form wyrazu. Dodajmy, że jest on twórcą wielu komiksów o rozmaitej tematyce, w tym m.in. „Short Cuts” czy „Happiness”, a niektóre z jego dzieł są dostępne w innych niż Polska krajach europejskich m.in. we Francji czy w Niemczech.

W tym miejscu należy wskazać, że „Muzyka Marie” narysowana jest z wielką dbałością o szczegóły, czego przykładem mogą być rysunki wszelkich maszyn i urządzeń, w których każda śrubka czy pokrętło są wyraźnie i precyzyjnie oddane. Podobają mi się także wieloelementowe, różnorodne stroje bohaterów, a nawet same ich postacie — wrażenie robią zwłaszcza wychudzone postacie z zapadniętymi policzkami i wystającymi żebrami, ukazane w drugim tomie mangi. Przyznam też, że nawet ascetyczne, jajowate figury Mędrców, ukazane w komiksie, nie zraziły mnie do niego :).

Jak już wspominałam, historia opowiedziana w mandze zamyka się w dwóch, mniej więcej 250-stronicowych, tomach. Jako że wydawnictwo Hanami przyzwyczaiło nas już do dobrej jakości wydań, wspomnę tylko, że manga ta jest podobnego formatu co „Suppli”, a każdy tomik zawiera kilka kolorowych stronic. Z zadowoleniem mogę także stwierdzić, że polskie tłumaczenie „Muzyki Marie” stoi na dobrym poziomie i jest niemal wolne od wad, które dotknęły „Suppli” (dziwne słownictwo, błędy stylistyczne itp.). Każdy tom „Muzyki Marie” zawiera także prezentację pozostałych pozycji wydanych nakładem Hanami, można więc krótko zapoznać się innymi tytułami wydawnictwa.

Ostateczny dźwięk niebawem nadejdzie

Historia przedstawiona w „Muzyce Marie”, choć fantastyczna, wydaje się dość przekonująca, a cały świat stworzony przez autora — dobrze przemyślany. Zarówno fabuła, jak i kreska stoją na dobrym, wysokim poziomie, a samo wydanie komiksu robi pozytywne wrażenie. Myślę więc, że dla zaczytanych w lekkich i przyjemnych shoujo (myślę tu o sobie rzecz jasna :P), manga ta stanowić może interesującą odmianę, a dla fanów ambitnych komiksów wydawanych przez Hanami — kolejną pozycję, której nie mogą pominąć. Zresztą nieważne jaki styl czy kreskę lubicie, albo które wydawnictwo jest waszym ulubionym — po tę mangę możecie, a wręcz powinniście sięgnąć, a po jakimś czasie pewnie znów do niej wrócicie. Ja w każdym razie na pewno tak zrobię…

  1. Proszę zatwardziałych fanów o nieoburzanie się na mnie za użycie tego wyrażenia.
  2. Kto zgadnie skąd ten cytat ma u mnie 2-tygodniowy zapas gumiżelków (obietnica ta nie stanowi przyrzeczenia publicznego w rozumieniu KC) :P

Dodaj do:

Zobacz także

Powiązane tematy: Muzyka Marie.

Z tą publikacją nie są jeszcze powiązane żadne sznurki.

Ocena

12345678910
Wystawiać oceny mogą tylko zarejestrowani użytkownicy.
10,00/10 (2 głosów)

Komentarze

Sposób wyświetlania:

Ilość komentarzy: 5 dodaj

[1] Re: Bogu niech będą dź(w)ięki…
Lava [*.icpnet.pl], 11.08.2009, 02:23:18, oceny: +0 -0
LavaRecka ciekawa, i zdecydowanie zachęcająca do sięgnięcia po ten tytuł :D

ps: czyżby cytat z "Atakują klony" Big Cyc?
[2] Re: Bogu niech będą dź(w)ięki…
EnSa [*.neoplus.adsl.tpnet.pl], 11.08.2009, 09:44:54, oceny: +0 -0
Eh, wiem, to było proste... "następną razą" wysilę się na coś trudniejszego :) Aaaa, musze poszukać tych gumiżelków Haribo, gdzieś w pokoju miałam - miśki żelkowe, rocznik 99' :)
[4] Re: Bogu niech będą dź(w)ięki…
Lava [*.icpnet.pl], 11.08.2009, 13:36:01, odpowiedź na #2, oceny: +0 -0
Lavamm dobry rocznik :D
[3] Re: Bogu niech będą dź(w)ięki…
Albi [*.pl], 11.08.2009, 13:06:04, oceny: +0 -0
AlbiBardzo fajnie napisana recenzja :) Zachęca do zapoznania się z tytułem.
[5] Re: Bogu niech będą dź(w)ięki…
Doli [*.neoplus.adsl.tpnet.pl], 11.08.2009, 18:20:00, oceny: +0 -0
DoliHmm, muszę kogoś namówić żeby to kupił :-)
Powered by WashuOS